Need for Speed

admin
28.12.2008 10:56:35
Posty: 51 #197898
Need for Speed: Carbon
Data premiery: listopad 2006




Jak długo nie wracało się do Most Wanted? Mniej więcej właśnie do premiery Carbona. U nas dokładnie tak było, narzekaliśmy na MW po czym przetestowaliśmy Carbona i doszliśmy do wniosku, że jego poprzednik wcale nie był taką złą grą. Prawdziwa nazwa tej części brzmieć bowiem powinna Most Wanted 2, albo raczej 1,5...

Historia, którą poznajemy wraz z kolejnymi przejechanymi kilometrami, jest kontynuacją tej z poprzedniej części. Wcielamy się w tego samego kierowcę co poprzednio, który wraca na stare śmieci i ma do rozwiązania nowo-stare problemy, do rozwikłania jedną zagadkę oraz oczywiście jakże by inaczej, musi dorobić się reputacji najlepszego z najlepszych zaczynając od zera. Innowacją jest podzielenie całej mapy na obszary kontrolowane przez trzy gangi jeżdżące różnymi gatunkami samochodów: japońskimi, amerykańskimi oraz europejskimi. Kiedy zaczynamy wygrywać wyścigi, stopniowo przejmujemy poszczególne dzielnice, aż wreszcie mierzymy się z szefem gangu w walce o całe terytorium. I tak trzy razy, aż pozostaje nam do pokonania główny boss bossów.




Swoją drogą mapa przygotowana na potrzeby Carbona była najtoporniejsza i zdecydowanie najgorsza spośród wszystkich przygotowanych na potrzeby serii NFS. Twórcy dodali także opcje pościgów policyjnych, jednakże zajmują one marginesową pozycję i nie są tak promowane jak w Most Wanted. Ot takie wrzucenie tego dla samego wrzucenia, by nie było za pusto.

Dla odmiany tym razem wyrzucono z trybów Drag, a z powrotem wrzucono odświeżony Drift, zrobiony na maksymalnie zręcznościowy, w którym nabijamy setki tysięcy punktów wcale specjalnie się nie starając. Dodano także wyścigi w kanionie, na bardzo krętych trasach, gdzie uderzenie w jedną barierkę równało się wylecenie lotem skośnym w dół i konieczność rozpoczęcia wyścigu od nowa.
Monotonność to cecha charakteryzująca Carbona prawie tak dobrze, jak słowa "prędkość" i "adrenalina" w przypadku Kawasaki Zx-10R. Za dużo jest tych samych pojedynków i wyścigów, po pewnym czasie ma się dosłownie dość już i ich, jak i całej gry. Dobrze więc, że rozgrywka była króciutka i starczała nam na mniej więcej tydzień, więcej bowiem i tak nie trzeba.




Prawie nie rozbudowano kwestii tuningowych, dodano jedynie "rewolucyjny" system Autosculpt, dający możliwość dowolnego przerobienia niektórych części karoserii według naszego uznania. Można było je poszerzyć, wydłużyć, wciąć itd. by uzyskać pożądany przez nas kształt. Lista samochodów jest długa, zawiera około 60 pozycji, w tym takie egzotyczne jak: Koenigsegg CCX, Pagani Zonda F czy Aston Martin DB9.

Poprawiono grafikę, nadając jej jednocześnie strasznie cukierkowy i przejaskrawiony wygląd. Wrócono także do wyścigów jedynie w nocy, co spotęgowało ten klimat. Zepsuto soundtrack, który nie jest nawet w połowie tak dobry jak poprzednio. Jednym słowem: jest to produkcja, która nie wątpliwie ma gdzieś tam nawet sporą rzeszę fanów, ale jak dla nas jest po prostu kijowa i nie warto się nad nią już w tym momencie pochylać.

I tym akcentem kończymy dzisiejszy artykuł, zamykając jednocześnie opis historii serii Need for Speed. Zapraszamy do śledzenia następnych artykułów, które będą już w całości poświęcone najnowszej jej części, Pro Street.
Zobacz ten wpis w wątku
Aby pisać na forum musisz się zalogować !!!
rss · kontakt · załóż własne forum · TestHub.pl · korzystasz z forum? wesprzyj projekt!